Moja historia

Byłam po stronie odwagi

Odwaga nie istnieje bez strachu. Z pozoru to dwa bieguny, a tak naprawdę jedno stoi tuż obok drugiego. Robisz krok i jesteś po drugiej stronie. Za chwilę wracasz, bo zaczynasz się bać. Potem próbujesz jeszcze raz.

Mieszkam w Algarve, na południu Portugalii. Mała wioska, stary portugalski dom, wokół pomarańczowe sady, do oceanu osiemnaście kilometrów. Decyzja, żeby tu przyjechać, zajęła mi rok.

Kilka lat temu zdecydowałam się zacząć wszystko od nowa. Nie spodziewałam się, że nowe życie będzie tak inne, tak zaskakujące.

Gdy masz 46 lat i pełną życiową stabilizację — męża, etat, przyjaciół, zaplanowane życie — rzucanie wszystkiego wydaje się szaleństwem. Nawet gdy w małżeństwie żyjesz już trochę obok. Nawet gdy praca nie jest tą wymarzoną. Nawet gdy spotykasz faceta, w którym się zakochujesz i który mówi: dasz radę.

To był właśnie ten moment. Strach mieszał się z odwagą. Jednego dnia bardzo chciałam. Drugiego nie wiedziałam, co zrobić.

Rejs, od którego wszystko się zaczęło

Początek całego zamieszania? Rejs na Polonusie. Powypadkowy jacht wracał do Polski z Antarktydy. Znalazłam się w załodze namówiona przez Darka. Chciałam z nim być, a potrzeba zrobienia czegoś nowego była tak silna, że długo się nie zastanawiałam.

Pojęcie o żeglowaniu? Praktycznie zerowe.

Odcinek z francuskiego Brestu do Amsterdamu — Ocean Atlantycki i Kanał La Manche. W marinie w Breście spędziliśmy kilka dni, czekając na załogę. Do dziś pamiętam swoją radość, gdy rano szłam pod prysznic i mówiłam wszystkim bonjour.

Mieszkałam na jachcie. Płynęłam w rejs. Robiłam coś nowego.

Nigdy nie chciałam być w życiu obserwatorem. Zawsze chciałam uczestniczyć.

Zawsze chciałam być uczestnikiem, nie obserwatorem. Zamiast robić zdjęcia ludziom siedzącym na jachcie, chciałam pić na nim kawę. Zamiast patrzeć, jak ludzie żeglują — żeglować.

Miałam zostać tydzień, zostałam dwa. Zadzwoniłam do szefowej, bilety na lot z Paryża wyrzuciłam do kosza. Na mocno doświadczonym Polonusie niewiele działało, warunki były spartańskie, a ja pierwszy raz od dawna czułam, że naprawdę żyję.

Ten rejs przestawił mi myślenie. Zrobiłam coś nieracjonalnego, co kompletnie nie wpisywało się w schemat poukładanego życia. To był pierwszy krok.

Polska i Portugalia

Kolejne miesiące to samotne życie w domku letniskowym na wsi, później w wynajętej kawalerce. Kłótnie i wynikający z życia w różnych światach brak zrozumienia.

On w słońcu nad oceanem.
Ja w jesiennej Polsce z napięciami w pracy.

— Rzuć to wszystko i przyjedź. Dasz radę.
— Nie mogę. Muszę zarabiać. Moja praca jest ważna.

Znajomi i rodzina wcale nie pomagali. Tych, którzy mówili: „uda wam się”, było niewielu.

Decyzję podjęłam na zielonej górce w Portugalii, do której przyleciałam zimą na krótki urlop. Miałam ogromne wsparcie Darka, ale wiem, że tę decyzję podjęłam sama i sama ją sobie zawdzięczam.

Gdy zmieniasz całe życie, potrzebujesz pewności, że naprawdę tego chcesz. I ja tę pewność wtedy poczułam.

Wróciłam do Polski, złożyłam wypowiedzenie, uporządkowałam sprawy, kupiłam loty. Nadal się bałam, ale to nie miało już znaczenia.

Byłam po stronie odwagi

Od tamtej rozmowy na górce minęło wiele lat. Po roku życia w holenderskim domku przeprowadziliśmy się do starego portugalskiego domu, który wciąż – krok po kroku, bez pośpiechu – remontujemy.

Jestem szczęśliwa i mówię o tym głośno.

Pomagają plaże na wyciągnięcie ręki, pomarańcze od sąsiada i kot przygarnięty ze śmietnika. Ale życie tutaj nie jest idealne. Tutaj też czasami pada deszcz. Tutaj też człowiek się boi.

Różnica polega na czymś innym.

Robię to, co lubię. Mieszkam w miejscu, które kocham. Tworzę strony internetowe, pływam po oceanie i coraz częściej zamiast lądu wybieram właśnie wodę i wiatr.

Życie przecieka mi przez palce? Dzisiaj już bym tego nie powiedziała.

Przejechałam Europę busem wiele razy, robiąc trasę Portugalia — Polska i z powrotem. Byłam na wielu oceanicznych rejsach. Nauczyłam się robić strony internetowe i założyłam własną firmę.

Uczę się nowych rzeczy — od robienia ogrodu w portugalskim klimacie po tynkowanie ścian i przyrządzanie ośmiornicy.

Nadal się boję. Nadal czasami wątpię.

Ale pierwszy raz od bardzo dawna mam poczucie, że to życie naprawdę jest moje.

  • Post last modified:17 maja, 2026