ŻYCIE W PORTUGALII

Silves - Algarve, które pamięta Maurów

Mauretańska stolica Algarve, wielokrotnie oblegana, zdobywana i tracona. To właśnie historia jest siłą tego miasta. Poczuj się jak w filmie

Silves nie ma plaży ani mariny. Ma za to czerwony zamek, ponad tysiąc lat historii i zapach kwitnących pomarańczy, który wiosną unosi się nad całą okolicą. To miasto, do którego wracam regularnie — na jogę, do urzędu i czasem po prostu na kawę.

Tak pięknego miasta powiatowego nigdy nie miałam

Silves leży około 20 kilometrów od naszego domu. Najładniej wygląda z daleka. Już z drogi widać czerwone mury zamku stojące wysoko na wzgórzu i skupione wokół niego białe domy.

To jeden z tych widoków, które od razu tłumaczą, dlaczego właśnie tutaj przez stulecia koncentrowało się życie tej części Algarve.

Dzisiaj Silves jest spokojnym miastem powiatowym. Są urzędy, szkoły, sklepy, kawiarnie i codzienne sprawy mieszkańców. W dawnym mieście Maurów nadal trzeba wypełniać formularze, czekać na pieczątki i uzbroić się w cierpliwość.

Nikt tu się specjalnie nie spieszy. To jedna z rzeczy, do których trzeba się przyzwyczaić po przeprowadzce do Portugalii. „Za tydzień” nie zawsze oznacza za tydzień, a prosta sprawa potrafi wymagać kilku wizyt i jeszcze większej dawki cierpliwości.

Letnie koncerty na mauretańskim zamku w Silves to coś więcej niż muzyka. Tu historia kłania się na każdym kroku

Miasto, które nazywało się Xelb

Dzisiaj trudno w to uwierzyć, ale Silves było kiedyś jednym z najważniejszych miast muzułmańskiego Al-Andalus.

Arabowie nazywali je Xelb. Dzięki rzece Arade miasto rozwijało się jako ważny ośrodek handlu i kultury. W XI wieku należało do najbogatszych miast południowej części Półwyspu Iberyjskiego. Działały tu szkoły, biblioteki i warsztaty rzemieślnicze, a miejscowi poeci opisywali piękno okolicznych ogrodów.

Przez pewien czas Silves było nawet stolicą Algarve.

Po tej świetności pozostały przede wszystkim czerwone mury zamku, które do dziś dominują nad panoramą miasta.

Zamek może rozczarować

To może nie być popularna opinia, ale warto powiedzieć ją uczciwie.

Jeżeli ktoś spodziewa się zamku pełnego eksponatów i średniowiecznych wnętrz, może poczuć niedosyt.

Najciekawszym i najbardziej autentycznym miejscem są dawne podziemne cysterny na wodę. Znaczna część zabudowy została odbudowana. Samo zwiedzanie zamku i starówki zajmuje zwykle dwie lub trzy godziny.

Codziennie na parking nad rzeką podjeżdżają autokary. Wysypuje się tłum turystów, który idzie na górę na zamek, robi zdjęcia, siada na kawę i wraca nad ocean.

A jednak Silves zostaje w pamięci.

Nie przez eksponaty.

Przez historię.

Dla ludzi wychowanych na opowieściach o wyprawach krzyżowych, rycerzach i średniowiecznych królestwach południe Portugalii wydaje się niemal egzotyczne. W 1189 roku miasto zdobyły wojska króla Sancho I wspierane przez krzyżowców płynących do Ziemi Świętej. W historycznych opowieściach często pojawia się również Ryszard Lwie Serce, choć historycy nie mają pewności, czy rzeczywiście uczestniczył w oblężeniu.

Fakty mieszają się tutaj z legendami od setek lat.

Przez kilka dni w roku miasto wraca do średniowiecza

Najlepiej widać to w sierpniu.

Wtedy odbywa się Feira Medieval de Silves — jeden z największych festiwali średniowiecznych w Portugalii.

Przez kilkanaście dni całe centrum miasta zmienia się w scenografię sprzed wieków. Na ulicach pojawiają się rzemieślnicy, muzycy, wojownicy i handlarze. Wieczorem podświetlony zamek staje się tłem dla koncertów, pokazów i historycznych inscenizacji.

To właśnie wtedy najłatwiej zrozumieć, jak ważną rolę odgrywało kiedyś Silves.

Arade — rzeka, która stworzyła miasto

Dzisiaj Arade wydaje się niewielką i spokojną rzeką.

Trudno uwierzyć, że przez stulecia była jedną z najważniejszych dróg handlowych południowej Portugalii. To właśnie dzięki niej dawne Xelb stało się bogatym i wpływowym miastem.

Kilka miesięcy temu przypomniała jednak o swojej sile.

Po wyjątkowo deszczowej zimie Arade wystąpiła z brzegów i zalała najniżej położone ulice Silves. Wielu mieszkańców przyznawało, że nie pamięta podobnej sytuacji od dziesięcioleci.

Przez chwilę historia znów dała o sobie znać.

Portugalia nauczyła mnie, że dzień nie musi zaczynać się od pośpiechu

Moje Silves

Dla większości osób Silves jest atrakcją turystyczną. Dla mnie jest częścią codzienności.

Jeżdżę tutaj na jogę do niewielkiej szkoły w starej części miasta. Załatwiam sprawy urzędowe. Spotykam znajomych. Czasem po prostu siadam na kawę.

Poza sezonem starówka pustoszeje. Zostają mieszkańcy, właściciele restauracji i starsi Portugalczycy obserwujący życie z zacienionych tarasów.

Właśnie wtedy najbardziej lubię to miasto.

Miasto bocianów

Gdy jadę na zajęcia jogi, zwykle parkuję niedaleko dawnej fabryki. To właśnie tam znajduje się jedno z największych skupisk bocianich gniazd, jakie widziałam w Portugalii.

Kilkanaście ogromnych konstrukcji stoi obok siebie na starych budynkach. Ptaki krążą nad okolicą, przynoszą gałęzie i nieustannie rozbudowują swoje gniazda.

Coraz więcej bocianów nie odlatuje już zimą do Afryki. Zostają na południu Portugalii przez cały rok.

Dla mieszkańców to zwyczajny widok.

Ja nadal zwalniam samochód, żeby na nie popatrzeć.

Pomarańczowa stolica Portugalii

Silves nazywane jest Capital da Laranja — pomarańczową stolicą Portugalii.

Wokół miasta ciągną się sady pomarańczowe, mandarynkowe i cytrynowe. Czerwona ziemia jest tutaj żyzna i doskonale nadaje się do uprawy cytrusów.

Pomarańcze dojrzewają od listopada. Zbiory trwają od stycznia do marca.

A później przychodzi wiosna.

Drzewa zakwitają i przez kilka tygodni całe wzgórza pachną kwiatami pomarańczy. To jeden z najbardziej charakterystycznych zapachów Algarve.

Portugalczycy patrzą na nasz zachwyt z lekkim rozbawieniem.

To trochę tak, jakby ktoś przyjechał do Polski i nie mógł przestać fotografować jabłoni.

Ale zawsze chętnie sprzedadzą skrzynkę pomarańczy albo mandarynek zerwanych prosto z drzewa.

Nie trzeba tu niczego udowadniać

Silves nie jest największą atrakcją Algarve. Nie ma plaży, mariny ani luksusowych hoteli.

Ma za to ponad tysiąc lat historii, czerwone mury zamku widoczne z wielu kilometrów, bociany na dachach, zapach kwitnących pomarańczy i codzienne życie, które płynie własnym rytmem.

Dla większości osób będzie krótkim przystankiem pomiędzy kolejnymi atrakcjami.

Dla mnie pozostało miastem, do którego regularnie wracam. Na jogę. Do urzędu. Po skrzynkę pomarańczy. Na kawę.

I chyba właśnie dlatego lubię je bardziej niż wiele miejsc uznawanych za obowiązkowe punkty na mapie Algarve.

Dziś trudno uwierzyć, że Silves było kiedyś jednym z ważniejszych miast południa Europy

Aleksandra Działak

Przez czternaście lat dziennikarka i redaktorka „Dziennika Łódzkiego”, (wcześniej publikowała jako Aleksandra Jasiczak). Dziś mieszka w Portugalii i opisuje Algarve z perspektywy codziennego życia, oceanu i podróży. Tworzy strony internetowe pod marką Kreatywna Buba.

Aleksandra Dzialak
  • Post last modified:31 maja, 2026